Jezus żyje!











Kontakt:
e-mail
GG:5301218
stan:


Ilość odwiedzin:

Wrzesień 2004

Witam w pierwszym tzw. „newsletterze” :). Może podzielę się wrażeniami z czasu ostatniego miesiąca. Po długim oczekiwaniu nadszedł wreszcie długo oczekiwany Przystanek Jezus 2004, to się działo w tym czasie, o tym w innym miejscu... Po Przystanku nadszedł czas na moje wakacje. Był to mój pierwszy wakacyjny urlop od czasu wstąpienia do Zgromadzenia. I powiem szczerze obfitował w wiele wrażeń, może kilkoma z nich się podzielę w tym newsletterze. W drodze powrotnej z Kostrznia do Dębicy zatrzymałem się w Chludowie. To urocza wioska pod Poznaniem. Tam znajduje się nasz Dom nowicjacki i tam też miałem dar mieszkać przez rok swojego życia. Dobrze było wrócić do korzeni... Choć trochę mało czasu aby na chwilę przystanąć i zreflektować nad tym co się tu przeżyło. Chłopaki w nowicjacie rosną jak „na drożdżach” ;). Już niedługo będą składali pierwsze śluby (wspomnijcie za nimi w modlitwie – składają 29 września 2004). Najbardziej ucieszyłem się ze spotkania Thierrym, z którym żyłem przez rok kiedy ja miałem nowicjat a on kurs języka polskiego – dość dobrze poznaliśmy się w tym czasie.

Kiedy dotarłem do Dębicy był już wieczór. Zawsze lubię taki spacerek przez Dębicy kiedy wracam w odwiedziny. Choć na pozór to miasto niewiele się zmienia, to jednak wiem, że to pozory – czas nie stoi w miejscu. Bo ci ludzie się tak zmieniają: dzieciaki które bawiły się jeszcze w piaskownicy jak mieszkałem w Dębicy, teraz już stały się nastolatkami, no i coraz częściej jak się o kogoś starszego zapytam to słyszę: „A! Wiesz on umarł już 1,5 roku temu...”. Cóż, życie nigdy nie stoi w miejscu...

Na wakacjach trochę pojeździłem. Udało mi się być na koncercie 40 synów i 30 wnuków jeżdżących na 70 oślętach (w skrócie 40+30/70). Grali koncert dla pielgrzymki „ludzi różnych dróg” (tzw. pielgrzymki „Szpaka” - salezjanina). Było naprawdę pięknie. Prawie dwie godziny uwielbiania Pana pieśnią i tańcem, choć z moim przyjacielem Tomkiem musieliśmy pokonać spory kawał drogi to było warto.

To jest kaplica naszych sióstr. Tu trwa nieustanna adoracja Jezusa w Najświętrzym Sakramencie. (fot. B.P. czyli ja ;))
Udało mi się też być dwóch ważnych dla mnie miejscach: w Nysie i Częstochowie. Nysa to miejsce gdzie „raczkowałem” w Zgromadzeniu przeżywając postulat. Tam byłem u naszych „różowych” sióstr od wieczystej adoracji. Jest to jedna z gałęzi zakonnych założonych przez św. Arnolda Jannsena. Ich zadaniem jest wpierać dzieło misyjne Kościoła po przez swoją modlitwę. Udało mi się być na ich liturgicznej modlitwie południowej. Bardzo się tam czuje ducha modlitwy.

Zawsze cieszę gdy jestem w Częstochowie. Choć zawsze kiedy tam jestem jestem tylko „na chwilkę”. Najbardziej ze wszystkich miejsc na Jasnej Górze lubię być w kaplicy wieczystej adoracji na piętrze Kaplicy Cudownego Obrazu... To zawsze dobry czas aby przy Matce Polskiego Kościoła powierzyć obecny etap swojego życia.

Poza tym udało mi się być z na Dniu Wspólnoty Ruchu Światło-Życie w Krościenku. Był to Dzień Wspólnoty trzeciego turnusu. Uczestniczyliśmy z całym dniu. Dobrze było poczuć się w starych rodzinnych klimatach, doświadczyć znów żywego Kościoła i zadziwić się znów tym co Duch Święty działał w sercach młodych i rodzin. Było to o tyle pocieszające, że w czasie tych wakacji wiele słyszałem bolesnych zdań o stanie Kościoła w Polsce, o duchownych itp. Ale jednej rzeczy jakiej się nauczyłem to prawda: nigdy nie tracić nadziei, bo Duch Święty zawsze działa w Kościele, mimo tego, że grzechy jego członków nieraz zaciemniają prawdziwe oblicze Kościoła – umiłowanej Oblubienicy Chrystusa. „Nie lękajcie się! Pan Bóg nigdy nie opuści swojego Kościoła, choćby nie wiem co!” tak miał kiedyś powiedzieć Założyciel mojego Zgromadzenia.

Wakacje, dobry czas. Ale już się skończył... Dobrze było wypocząć, spotkać bliskich ludzi, porozmawiać o zwykłych i niezwykłych sprawach, problemach. Teraz trzeba się przygotować do zadań które czekają w nowym czasie tzw. „drugiej” Filozofii. Znów „szare dnie” ze zwykłymi obowiązkami, trudami itd. Ale droga do nieba chyba bardziej wiedzie przez codzienne zwykłe sprawy niż przez spektakularne dzieła, w których Pan pozawala nam uczestniczyć, aby zapewnić nas o Jego mocy i miłości wobec nas.

Wracając do Pieniężna słuchałem sobie najnowszej CD kapeli P.O.D – prezent od przyjaciół na imieniny. Ten album kończy bardzo spokojny utwór instrumentalny (bo cała płyta jest raczej „czadowa”), zatytułowany jest on „Eternal” (wieczny) – i tak sobie słuchając go, czekając aż ruszy „Strzała Północy” (ostatni, nocny pociąg na północ) patrzyłem na ładnie oświetloną stację w Olsztynie, ludzi którzy załatwiali swoje sprawy... I tak sobie reflektowałem nad życiem: był czas wielu wrażeń teraz znów codzienność, a wszystko to w drodze „tam” gdzie czeka „Ten który jest”. I to On nadaje sens zarówno tym chwilom wielkim i tym codziennym... „I’m thankful for every breath I take”– tak to prawda. Chwała Panu!

Pozdrowienia!

Bartek SVD

powrót

Ilość odwiedzin
od 27 czerwca 2004:

..:: Bartłomiej Parys, SVD © 2004-2007 ::..