Jezus żyje!












Newsletter zima A.D. 2006

czyli kolejna już....


... Opowieść zimowa!


Za moim oknem (z którego widać dziedziniec naszego klasztorku ;)) śnieg i mróz – to znak że zima jeszcze nadal w pełni... Sesja zadana jest tydzień ferii i co prawda nie oznacza to, że będzie to czas lenistwa (wręcz przeciwnie!), ale jest to dobra sposobność ku temu, aby napisać znów o tym co w trawie piszczy ;). Od ostatniego jesiennego newsletter napisany był 2,5 miesiąca temu... No cóż od tamtego czasu jak w życiu każdego człowieka wydarzyło się wiele spraw tych ważnych i tych mniej istotnych. Były niecodzienne spotkania z drugim człowiekiem i te wydawać by się mogło szare i nic nie znaczące (ale takich nie ma bo każdy człowiek jest darem więc i spotkanie z nim tym bardziej...). Były podróże na Wschód... i na Południe... trochę tego wszyskiego się działo... Będę chciał oddać część tego w poniższych linijkach tego newslettera.


Kościół w misji



W czasie trwania kongresu - siedzimy razem z moim współbratem kursowym - Anthonym z Indii. (fot.o.Tomasz Szyszka SVD)

Pierwsze wydarzenie o którym chcę wspomnieć, to
IV Krajowy Kongres Misyjny Papieskiej Unii Misyjnej – jest to spotkanie środowisk Kościoła polskiego zaangażowanych w dzieło misyjne Kościoła. Nie chcę się wgłębiać w szczegóły spotkań Papieskiej Uni Misyjnej, zwykłych corocznych i Kongresów (o tym można przeczytać
tutaj jak ktoś jest zainteresowany). Trzeba przyznać, że spotkanie to było bardzo dobrym czasem. Po pierwsze samo miejsce Jasnogórskiego Sanktuarium to miejsce szczególne, tu czuje się duchową historię Polski jej zmagań. Ile to pokoleń się przewinęło przez te mury klasztoru...? Ile historii ludzkich...? Ilu wielkich duchowych kolosów przychodziło tu przez wieki, do duchowego serca katolików w Polsce...? Sam jak sobie tak uświadomię ile już razy tam byłem i w jakich kontekstach, choćby przez ostatnie 7 lat... Jednym słowem dotyka się sensu czasu zbawienia własnego życia...

Drugi powód to ludzie - zaangażowanie misyjne innych środowisk Kościoła w Polsce. Co roku jeżdżę na te grudniowe spotkania i co roku coś dobrego z nich wynoszę. Poza spotkanymi osobami i zawartymi różnymi znajomościami, radość że wielu w naszym kraju żywi troskę o przekazywanie daru wiary tym którzy go jeszcze nie otrzymali...


Żeby źródło odnaleźć, trzeba iść ciągle w górę strumienia...



Święta to oczywiście był czas spotkań i wspólnego relaksu - tu naszej chałupie rodzinnej właśnie trwa karaoke...

Na pewno kluczowym wydarzeniem tego czasu o którym chcę napisać, to pobyt w rodzinnej Dębicy w czas świąteczno-noworoczny. W naszej formacji normalnie na Święta Bożego Narodzenia jedziemy dwa razy: w połowie formacji i na końcu jako diakoni. Więc i na mnie przyszedł czas po 3, 5 rocznym pobycie w SVD aby udać się tam „gdzie Karpat progi...” (jak poetycko nazywają Dębicę...) aby przeżyć święta w gronie rodzinnym. Sam czas był rzeczywiście czasem powrotu do źródeł tożsamości. Bo kiedy człowiek wraca do miejsc i ludzi, które go kształtowały widzi jakie zmiany w nim się dokonały, kim jest teraz i kim są teraz ludzie którzy stanowili część jego życia w przeszłości... Trzeba powiedzieć, że to bardzo dobrze pomaga odkrywać własną tożsamość. Taki też był główny owoc tego czasu świątecznego. No a poza tym same spotkania z ludzmi „po latach” były po prostu fajne ;).


O tym jak PKP sprzyja rozmowom o sensie życia...

No cóż nikt chyba nie ma wątpliwości, że PKP mimo iż przeżywa od lat kryzys związany z zarządzaniem, finansami i ogólnie pojętą ekonomiczną kondycją naszego potentata przewozowego to nadal spełnia doskonałą funkcję do szeroko pojętej ewagelizacji...

Tak Pan sprawił, że obie podróże do rodzinnych stron i powrót do Pieniężna obfitowały w ważne spotkania...

Pierwsza trasa to podróż pociągiem relacji Kołobrzeg-Kraków (generalnie nie polecam podróży dzień przed wigilją – tłok straszliwy ;) ). Dołączyliśmy się z Malborka to tego tranzytu na południe. Od razu nie miałem złudzeń, że czeka nas „świąteczny standard” podróży, czyli miejsca stojąca w chłodnym, brudnym i zatłoczonym korytarzu... Trafiliśmy na grupkę studentów. Usłyszałem ich pierwsze słowa i już sobie poukładałem co mnie czeka - czyli standardowe puste gadki, od razu więc włączyłem dobrą muzykę na uszy ;) (Anastasis – nowa płyta „Jutro” jak ktoś zna... :) ). Podróż mijała i z czasem okazało się, że moje początkowe diagnozy były chybione, bo grupka okazła się całkiem przyjemna. Zrezygnowałem więc z muzyki i rozpoczęły się rozmowy. Mój współbrat zaczął rozmowę z jednym chłopakiem a ja z niejaką Aśką... No tak sobie zaczęliśmy rozmawiać o życiu, o szukaniu Prawdy, o Bogu i ludziach... I ani się nie spostrzegliśmy jak musieli wysiadać.

Zawsze podróżowanie koleją miało dla mnie coś urzekającego. Na zdjęciu widok na most kolejowy w Pieniężnie (ponoć jeden z wyższych w Polsce) - fotka owoc moich zabaw w fotografa latem 2004 ;)

Kolejną dawkę rozmów powiedzmy to „niezwykłych” miało miejsce kiedy wracałem do Pieniężna. Stacja początkowa: Kraków Główny. Tym razem trzeba było Wsiadam do zarezerwowanego mi przedziału wypchanego po brzegi – jadę z grupą młodych chłopaków. Górale - od razu poznaję po rozmowie. Chłopaki wracają do jednostki wojskowej słychać z rozmów... Zaczęło się ciekawie. Ledwie zniknęły za oknem widoki Krakowa a chłopcy już zaczęli się rozgrzewać. Najpierw ustalenia czyja flaszka wódki idzie pierwsza w ruch a potem już poszło z górki. Słowa jednej z piosenek Anastasisa (opisywanego wyżej) oddawały bardzo dobrze to co się działo...:


Mój plan,misternie rzeźbione cuda, z drewna, ze złota i wóda,
każdy dzień zalewająca, tęgo rozweselająca.
A zwykły dzień to wojna o pierwszy łyk o cyrk i lecę,
a dusza ma swawolna mocno niepokorna...”

                              [Anastasis - Mój plan]

I już sobie zacząłem w duchu narzekać, że będę miał zmarnowaną podróż.... Choć gdzieś w zakątkach umysłu rodziło się pytanie... Dlaczego takie spotkanie...?

Przesłuchałem dwie płyty. Chłopaki już po dwóch flaszkach... i paru browarach... Wyszedłem na korytarz pomodlić się koronką do Bożego Miłosierdzia bo właśnie nadeszła 15. Oczywiście chłopaki z przedziału mieli w niej swoje miejsce.... Na owoc modlitwy nie trzeba było długo czekać. Wróciłem do przedziału i chciałem odmówić trochę Liturgii Godzin. Wycięgam brewiarz słyszę: „Ej panocku a cósik to takiego!?” mówię: „Brewiarz, wiesz co to jest brewiarz?”. On na to: „Jesteś księdzem?” „Jeszcze nie” - odpowiedziałem. I tak już popłynęło z górki. Najpierw żale spitego na nic chłopaka z tej paczki o księżach itd. Kilku miało do tego stosunek powiedzmy to obojętny. A z kilkoma udało się więcej porozmawiać. To byli młodzi ludzie 19-20 lat z Zawoi (największej i najdłuższej wsi w Polsce). W Słupsku odbywali służbę. Zaczęliśmy rozmawiać.... Spytałem o ich imiona, to od razu sprawiło że atmosfera zaczęła być lepsza. Rozmowa z czasem pokazywała więcej ich samych i ich życie... Szczególnie zapadały we mnie słowa chłopaka który mówił o swoim życiu, że ojciec ich zostawił jak był mały. Mieszkał niedaleko miejsca gdzie był teraz w wojsku ten chłopak. Żalił się, że nawet go nie odwiedził. „Kurcze ja to jak będę miał swoją rodzinę, to jej nigdy nie zostawię” - jak wielkie pragnienie miłości do drugiego w nim było. Nie mówił o ojcu z nienawiścią, nawet się ucieszył z smsa którego niedawno mu wysłał i miał jeszcze nadzieję na jego odwiedziny. W rozmowie czas upłynął szybko, ja musiałem już wysiadać. Kiedy żegnaliśmy się była bardzo dobra ostmosfera i słowa na pożegnanie: „pamiętaj o nas...”. Jezus był w tym naszym spotkaniu – nie mam wątpliwości, choć trochę żałuje że na koniec nie powiedziałem im, że On cały czas na nich czeka...


Bóg bliski...

Po powrocie życie wróciło do normy, zaczęły się zaliczenia egzaminy itp. A mnie na sam koniec semestru wzięło na chorowanie... Choć rzadko mi się to zdarza to choróbsko rozłożyło mnie na kilka dni... Był to też czas kiedy odkrywałem to jak Jezus jest blisko. Ponieważ nie mogłem uczestniczyć w Eucharystii, współbracia przynosili mi Ciało Pańskie do mojego pokoju... Poza odkrywaniem tego, że chce On uczestniczyć w naszej zwykłej obecności doświadczyłem namacalnie, pierwszy raz w życiu co to znaczy czekać aż Jezus przyjdzie... Szczególnie kiedy czasem któryś ze współbraci troszkę się opóźniał z przyjściem.
Jak widać w ferie człowiek podjemował się różnych prac. Tu strącam zalegający śnieg z dachu. Moje okienko to pierwsze z prawej jak by kogoś interesowało ;)

Tak sobie myślałem, że mam teraz namacalnie doświadczenie słów Jezusa o oczekiwaniu na Jego przyjście. A jednocześnie to małe oczekiwanie na komunię z Nim uświadamiało mi, że jest też to duże i najważniejsze oczekiwanie na Jezusa – kiedy stanę z Nim „twarzą w Twarz”... Zaiste było to ważne doświadczenie tego czasu...

Później przyszedł czas na ferie a były one pracowite bo do Pieniężna zjechali się przedstawiciele całej naszej Prowincji...Dlaczego już pisze...

Kapituła...

Później przyszedł czas na ferie a były one pracowite bo do Pieniężna zjechali się przedstawiciele całej naszej Prowincji...Dlaczego już pisze... Ostatnim wydarzeniem o którym chcę napisać, to XIX Kapituła Prowincjalna która miała miejsce w naszym Domu w Pieniężnie. Odbywała się ona w czasie tygodniowych ferii. Większość współbraci wyjechało do domów rodzinnych i została nas garstka w domu. Współbracia zjechali się ze wszystkich naszych polskich domów i podejmowali tematykę naszych aktualnych wyzwań wspólnotowych w obecnym czasie. Wydarzenie ważne dla prowincji, mi pokazywało, że Bóg działa nie tylko osobiście w naszym życiu.
Na zakończenie kapituły w trakcie Euchrystii przypadł mi przypadł mi zaszczyt czytania słowa Bożego (fot.o.Feliks Kubicz SVD)

Ale działa też bardzo konkretnie przez wspólnotę. Szczególnie kiedy kończyły się obrady Eucharystią z bp. Mazurem – naszym współbratem, to jakoś szczególnie czuć było Boże działanie....

I tak minął ten okres trzech miesięcy który chciałem zawrzeć w tym newsletterze. Kiedy kończę pisać te słowa nazajutrz zaczynam nowy semestr... Niedługo też zaczyna się Wielki Post, na jego początku przyjmę posługę lektoratu. Życzę Ci Drogi Czytelniku abyś kiedy już się rozpocznie czas przygotowania paschalnego, podjął wysiłek przemiany swojego życia i przybliżenia się do Jezusa.

No i do następnego newslettera, jak Pan pozwoli go napisać, za 2 – 3 miesiące. A na pewno będzie o czym, bo przecież On jest Bogiem Żywym i nieustannie działa w historii całego świata ale też w życiu Twoim i moim. Obyśmy nie byli ślepi na wielkie cuda łaski jakie chce nam objawiać każdego dnia!


Szalom!

7 niedziela zwykła

19 lutego AD 2006

Chcesz się podzielić ze mną refleksjami po przeczytaniu tego tekstu? Proszę bardzo to pole poniżej jest dla Ciebie!


Twoje imię (lub nick) i nazwisko (jeśli chcesz)
email (jeśli chcesz):
Twój komentarz:


powrót

Ilość odwiedzin
od 27 czerwca 2004:

..:: Bartłomiej Parys, SVD © 2004-2007 ::..