Jezus żyje!













Są takie momenty w życiu, kiedy czujesz, że Bóg coś planuje i chce dokonać. Tak było z tegoroczną ewangelizacją na Lednicy. Niby nigdy nic... Wiedziałem że jest akcja ewangelizacyjna, ale było tyle czynników niesprzyjających, że nawet nie pomyślałem sobie co by to było realne. Jednak prysnęły wszystkie trudności niczym domek z kart w jednym momencie i droga do głoszenia słowa Bożego na polach lednickich stanęła otworem...

Ruszyliśmy we czterech. Z Pieniężna do Chludowa pod Poznań aby po noclegu ruszyć dalej do Lednicy. Nowicjat to miejsce gdzie człowiek przypomina sobie swoje źródła. Byłem tam już wiele razy po zakończeniu przed czterema laty nowicjatu ale za każdym razem to miejsce mówi mi to samo: „Najważniejsze to być głęboko zakorzenionym w Chrystusie – mieć czas na refleksję, słowo Boże, modlitwę...” Trochę się to gubi w codziennym zabieganiu, więc cieszę się, że ten wieczór i poranek w Chludowie mi to przypomniał.

Ruszaliśmy dopiero po 10 rano – wcześniej Eucharystia i krąg biblijny nowicjatu na który zostaliśmy zaproszeni. Nie mogłem z zaproszenia nie skorzystać! A na kręgu słowa z Ewangelii Jana w której Jezus jeszcze raz mi mówił: „On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie.” Ewangelizacja to nie moje dzieło – Duch Święty może jedynie coś sprawić. I sprawił niejedno...

Po dotarciu na miejsce - odnalezienie punktu zbiorczego. Ku mojemu zdziwieniu było w tym miejscu bardzo dużo znajomych osób, to z Przystanku Jezus, to znów z innych czasów ;) Przez 15 minut się tylko witałem i witałem :)

O 12 modlitwa uwielbienia i prośba aby Duch nas rozwiał po polach... A potem nieoczekiwanie powstała nasza werbistowska grupa ewangelizacyjna pod wezwaniem św. Arnolda – czyli Arnoldowa Grupa Ewangelizacyjna (kto wie? Może coś z tej nazwy w przyszłości jeszcze wyjdzie – zobaczymy...). Ruszyliśmy na pola. A Pan zaczął działać.

Najpierw spotkanie z gimnazjalistkami spotkanymi przy papierosku. Niewiele porozmawialiśmy ale może choć ciut udało się zasiać. Druga rozmowę już przygotowały dziewczyny z AGE – dwie Magdy: Madziula z Zetką. To była ekipa z Nowego Dworu Gdańskiego – Aśka, Jacek i Michał. Aśka nic nie mowiła ale z upływem rozmowy kiedy naprowadzałem rozmowę na Jezusa i Jego żywą obecność, zaczęła coraz bardziej słuchać – to widzi się zawsze w oczach. Dziewczyny mówiły, że na początku była bardzo zamknięta i nie chciała się nawet przywitać z nimi, więc tym bardziej to znak, że Pan działał w jej sercu... Michał i Jacek byli chłopakami, którzy już nie widzieli sensu wiary – Michał kiedyś próbował, mimo niepraktykujących rodziców praktykować ale stwierdził, że nic mu to nie daje więc zrezygnował. Jacek podobnie ale odszedł wcześniej od wiary – zasialiśmy ziarno... Reszta w rękach wolności ich serc i otwarcia się na Jezusa...

Druga rozmowa miała miejsce dość późno pod wieczór. No końcu pola spotkaliśmy ekipę z pewnego miasta (nazwa znana Autorowi :) ). W sumie to była niby taka rozmowa – ale starym zwyczajem zostawiłem wizytówkę i namiary netowo-komórkowe na mnie. Zrozumiałem tę drugą rozmowę po powrocie. Jedna z osób tej ekipy napisała potem do mnie. Popisaliśmy trochę i powiedziała mi, że bardzo chciała spotkać kogoś z kim by mogła pogadać o pewnych trudnych sprawach w życiu...

Wielką radością było dla mnie także to, że pewna bliska mi osoba, z którą rozmawiałem na Lednicy a która trochę pokręciła sobie życie, postaowiła zbliżyć się na tej Lednicy do Źródła Miłosierdzia w Sakramencie Pojednania...

Nadszedł czas powrotu. W Poznaniu z Mariem poszliśmy jeszcze popatrzeć na najefektowniejsze centrum handlowe – Stare Browary. Było wcześnie rano i jeszcze pusto – ale świątynia materializmu już czekała na wyznawców i pierwsi się już pojawili... I do nich trzeba kiedyś jakoś spróbować dotrzeć z nowiną o Jezusie...

Wracaliśmy pociągiem i jak zawsze układałem myśli patrząc na krajobrazy i słuchając dobrej muzyki. Tuż przed Pieniężnem na ostatniej stacji, kiedy słuchałem sobie uwielbienia z Ludźmierza i piosenki. Oto jej fragment: „Tęsknię za Tobą Panie, chcę zatańczyć miłość, ptaków śpiew. Tyś największe me pragnienie, z Tobą mogę po bezkresach biec...”. Słuchając piosenki, ujrzałem piękny obraz. Z pociągu wysiadła mama a na stacji czekała na nią malutka córeczka, która ledwie ją zobaczyła podbiegła i rzuciła się jej na szyję, obejmując mocno. Tak sobie pomyślałem w kontekście piosenki: to jest właśnie dzieło ewangelizacji – pomóc człowiekowi powrócić w ramiona Boga, naszego Ojca, który mimo, że nazywany Ojcem to przecież i matczyną miłością nas otacza... I chyba głoszącemu słowo łatwiej w te ramiona wracać po takich akcjach – mi przynajmniej tak...


Dzięki Ci Panie!


A teraz zapraszam do popatrzenia sobie na fotki z tego czasu:
oglądaj galerię

Chcesz się podzielić ze mną refleksjami po przeczytaniu tego tekstu? Proszę bardzo to pole poniżej jest dla Ciebie!
(Komentarz trafi na mój adres email)


Twoje imię (lub nick) i nazwisko (jeśli chcesz)
email (jeśli chcesz):
Twój komentarz:


Ilość odwiedzin
od 27 czerwca 2004:

..:: Bartłomiej Parys, SVD © 2004-2007 ::..