|










|

Retrospekcja...
Tradycją już stało się, że gdy odchodzi ktoś ze wspólnoty naszego Zgromadzenia to staram się napisać o nim kilka słów. Przeważnie czynię to w newsletterze. Ale tym razem postanowiłem poświęcić tej osobie osobny tekst, bo nie był to ktoś przeciętny... Mowa o ojcu Marianie Żelazku SVD. Nie znaliśmy się długo ani osobiście - choć nie brakło też osobistych spotkań z nim. Nie było ich zbyt wiele bo trzy. Ale jak mawiali starożytni Omnium trinum perfectum, czyli wystarczająco dużo aby jego słowa i życie na zawsze pozostały we mnie jako swoisty fundament. Ale zacznijmy od początku...
 |
| Ojciec Marian na ok. 2 miesiące przed śmiercią... Starzec Symeon... |
Wieści z daleka...
Pierwsze moje zetknięcie się z osobą Mariana Żelazka miało miejsce jeszcze przed moim wstąpieniem do SVD. Na niecały rok przed wstąpieniem do Zgromadzenia ojciec Marian został nominowany do Nagrody Nobla. Wtedy w moje ręce wpadło werbistowskie pismo "Misjonarz" w całości jemu poświęcone. Nie ukrywam, że była dla mnie ogromną radością świadomość, że wstępuję do Zgromadzenia zakonnego, które ma tak wielkiego członka.
Pierwsze spotkanie...
Miało ono miejsce pod koniec mojego nowicjatu w Chludowie pod Poznaniem. Pamiętam, że to był wrzesień i wracaliśmy właśnie ze wspólnych nowicjackich wakacji. Pierwszy raz ujrzałem go wychodząc po naszej medytacji nowicjuszy jak siedział w ostatniej ławce naszej kaplicy - zatopiony w modlitwie. Wtedy kilka dni był wśród nas. Mieliśmy też wspólne spotkanie z nim, opowiadał nam wtedy trochę o sobie, trochę o obozie koncentracyjnym w którym był kilka lat, o Indiach i swojej pracy. Najbardziej zapadły mi w pamięć jego słowa skierowane do nas jako apel:
"Chłopaki nam do was taką prośbę. Patrzcie na świat optymistycznie. Bo jak tak wracam tu do kraju, to coraz widzę ludzi narzekających. A ważne jest żeby widzieć więcej dobra. Nawet w obozie było wiele dobra..."
Za drugim razem z ojcem Marianem spotkałem się już w Pieniężnie. Był wtedy na corocznym zjeździe misjonarzy początkiem lipca 2004 roku. Wtedy przez kilka dni ukazała mi się jego prostota i pokora. Podczas zjazdu w jeden dzień przewodniczył Eucharystii. Słuchałem tego co mówił w homilii o swoich współbraciach - męczennikach o tym jak ich świadectwo życia wpłynęło na losy naszej Prowincji... Miałem takie pragnienie aby niczego z jego słów nie uronić, było we mnie jakieś wewnętrzne przekonanie, że to była moja pierwsza i ostatnia homilia jaką słyszałem z jego ust i tak rzeczywiście było...
 |
| Ojciec Marian na ok. 2 miesiące przed śmiercią... W czasie otwarcia Aśramu - Domu gdzie będzie mógł odbywać się dialog katolicko - hinduistyczny. Ten projekt był jego ostatnim pragnieniem jakiego chciał dokonać za życia. Obok niego nasz polski Prowincjał i Przełorzony Generalny (po lewej). |
Kiedy to co nowe spotkało się z tym co dawne...
Ostatnie moje spotkanie z nim miało miejsce na początku sierpnia 2005 kiedy wracałem z ewangelizacji na Woodstocku. Na krótki czas zatrzymałem się w naszym domu nowicjatu w Chludowie k/Poznania. Tam go spotkałem. Była to dla mnie wielka radość, tym większa, że niespodziewana. Mimo tak krótkiej wizyty udało nam się nieco porozmawiać. Ojciec Żelazek kiedy dowiedział się skąd wracamy, był bardzo zainteresowany całą inicjatywą: Co to jest ten Woodstock? Jak tam jest? Jak wygląda nasza obecność tam? Bardzo uderzała mnie ta jego prostota i pokora. On który ewangelizował 55 lat w Indiach, pyta mnie kleryka oto jak tam ewangelizujemy - pytał szczerze, nie wymądrzał się, że powinniśmy robić to lub tamto, ale z uwagą słuchał. Na koniec kiedy poznał mniej więcej sytuację i potrzeby z naszych opowiadań powiedział: "To tam najbardziej nadają się charyzmatycy". To pokazało jak wielką mądrość misjonarską miał. Bo sama forma modlitwy i nie tylko na Przystanku jest mocno charyzmatyczna (kto był to myślę, że się zgodzi ) - on o tym nie wiedział ale sam wskazał metodę - wiadomo weteran głoszenia Chrystusa...
To ostanie spotkanie miało jeszcze inny ważny akcent. Z Przystanku wracałem z jedną siostrą zakonną, która kiedy dowiedziała się że jestem werbistą wyznała że od 40 lat modli się za ojca Mariana. Obiecałem jej książkę na jego temat. W Chludowie opowiedziałem mu o niej i jej modlitwie i poprosiłem go o dedykacje dla niej. Pisząc ją powiedział:
"My nawet nie wiemy ile razy taka modlitwa uratowała nas od wielu niebezpieczeństw..."
To było ostatnie spotkanie z nim...
A kiedy odchodził z ziemskiego padołu...
Na koniec chcę podzielić się momentem informacji o jego śmierci - Pan sprawił, że ta chwila była też znakiem... Z 29/30 kwietnia mieliśmy duże czuwanie modlitewne na Jasnej Górze dla werbistów i naszych dobrodziejów oraz naszych "niebieskich sióstr". Kiedy wracaliśmy już do Pieniężna, słuchałem sobie muzykę. Już byliśmy prawie u celu podróży słuchałem już ostatniej pieśni. Oto jej tekst:
„ Panie proszę zabierz mnie tam, gdzie jest Twój tron.
Zabierz mnie od tłumu ludzi przed oblicze Twe.
Chcę być, Panie, blisko Ciebie, patrzeć w Twoją twarz
Świat zostawić gdzieś daleko, w Twych objęciach trwać.
Zabierz mnie tam, gdzie miejsce najświętsze,
Zabierz mnie przez Baranka Krew.
Zabierz mnie tam, gdzie miejsce najświętsze
Ogień włóż, dotknij ust, otom jest.”
 |
| Wrzesień 2003 - pod koniec mojego nowicjatu jak już pisałem ojciec Marian był u nas. To moja pamiątkowa fotografia z nim. |
Kiedy dogasały ostatnie dźwięki tej przepięknej pieśni nagle rektor poinformował, że otrzymał wiadomość o śmierci ojca Mariana. To nie był przypadek pieśń i słowa Rektora. Bo on już w tym Miejscu Najświętszym się znalazł... Tak ufam... Ufam też, że się tam kiedyś spotkamy... Taka była moja historia "znajomości" z ojcem Marianem. Niedługiej znajomości, zaledwie 3 letniej. On mnie na pewno nie pamiętał: nie było i nie jest to dla mnie istotne. Pan sprawił, że stał się dla mnie znakiem. Wielkim i ważnym znakiem. Te słowa, które w tym tekście, to są oczywiście parafrazy.
Tak się we mnie zapisały i są żyjącym świadectwem. Tylko Bogu dziękować, że daje nam takich świadków. Dzięki Ci ojcze Marianie!
Zapraszam też do wizyty strony poświęconej ojcu Marianowi.
Chcesz się podzielić ze mną refleksjami po przeczytaniu tego tekstu? Proszę bardzo to pole poniżej jest dla Ciebie!
|