![]() |
||||||||||||||||||||||
|
|
![]() Powrót do źródeł... Kościół to nie jednostronny przekaz łask Bożych jakimś biernym odbiorcom. Kościół jest miejscem ciągłego dialogu, miejscem spotkania się Miłości Boga i miłości człowieka, miłości Chrystusa i miłości ludzi zbawionych, którzy w Duchu Świętym tę miłość przyjmują i na nią odpowiadają Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki
Chciałbym się z Szanownymi Gośćmi, moich wirtualnych progów :) podzielić doświadczeniem udziału w rekolekcjach oazowych Ruchu Światło-Życie. Może tytułem wstępu dla tych, którzy nic nie wiedzą na temat formacji w Ruchu tylko krótko naszkicuję problematykę tych rekolekcji, umożliwi to też lepsze zrozumienie tego o czym będę pisał później.
„... oni wysłani rzez Ducha Świętego zeszli do Seleucji, a stamtąd odpłynęli na Cypr” [Dz 13,4]
Krótko chciałbym
napisać dlaczego w ogóle mogłem na tych rekolekcjach być animatorem.
Oczywiście z Ruchem byłem związany dość mocno przez moją młodość i
odegrał on nieocenioną rolę w moim życiu (o czym już kiedyś napisałem
– można się zapoznać z tym tekstem) Wszystko się zaczęło w
lutym tego roku od moich odwiedzin w Krościenku n/Dunajcem w Centrum
Ruchu Światło-Życie gdzie przyjeżdżam co urlop aby pomodlić się przy
grobie Sługi Bożego ojca Franciszka Blachnickiego – założyciela
Ruchu, którego osoba i nauczanie odgrywało i odgrywa wielką rolę w
moim życiu. Tam w krótkiej rozmowie z jedną z mieszkanek tzw. Kopiej
Górki (tam jest Centrum Ruchu), opowiadałem jak moja planowana III°
przed wstąpieniem do SVD została rozwiązana na 2 tygodnie przed
rozpoczęciem. Ale nie miałem wątpliwości, że było to działanie Boże,
bo wtedy miałem być animatorem na innych rekolekcjach. W tej rozmowie
pojawiła się możliwość, że może bym pojechał w tym roku ale jakoś nie
potraktowałem tego jako realną możliwość. Tak mijały tygodnie...
Kiedy już wróciłem z zimowego urlopu do Pieniężna, po jakimś czasie
otrzymałem maila z propozycją od osoby która się zajmuje organizacją
III° w Krakowie. Musiałem to przemodlić i dać sobie trochę czasu
– ok. miesiąca. W międzyczasie umarł Jan Paweł II, ta śmierć
dotykała moje życie pod różnymi innymi aspektami, m.in. przyczyniła
się też do powrotu o myśli nt. udziału w oazie. A trzeba wiedzieć, że
osoba najpierw kard. Wojtyły a później Papieża Jana Pawła II odegrała
w życiu ogromną, kolosalną rolę. Nie ma tu miejsca aby o tym
napisać... Powiem tylko, że nie tylko dla Ruchu była to podpora i
największy przyjaciel. Także i w życiu Karola Wojtyły to
doświadczenie było bardzo ubogacające i odkrywcze, m.in.
zapoczątkowane Światowe Dni Młodzieży wzięły się z doświadczenia
spotkanie z oazami (można o tym przeczytać w książce Jana Pawła II
„Wstańcie, chodźmy!” , s.80-81). Śmierć
papieża zmusiła mnie do intensywniejszej refleksji nad uczestnictwem
w oazie. Byłem już prawie przekonany, ale miałem jeszcze małe
wątpliwości i modliłem się o jakiś znak... I znak przyszedł! W dzień
pogrzebu Ojca Świętego wchodzę wieczorem na księgę gości mojej
stronki i ku mojemu zdziwieniu widzę tam wpis od starych znajomych z
czasów „oazowych”. Pozwólcie, że zacytuję fragment:
„Ostatnio byliśmy w Krościenku na Kopiej jak schodziliśmy z
Lubania :)i tak sobie o Tobie pomyśleliśmy.” I wtedy
wszystko stało się jasne... Postanowiłem, że napiszę maila do Grażyny
Mąsik (tej osoby zajmującą się krakowskimi oazami) o tym, że jadę. I
nie miałem wątpliwości, kto już „z góry” miał w tym swój
udział...:) No i tak to się zaczęło... I
the beginning...
Po jeszcze innych
różnorakich ustaleniach ostatecznie 13 lipca wylądowałem w Krakowie
na Dębnikach w Seminarium Salezjanów, na Oazie Nowego Życiu III
stopnia. Naszym moderatorem oazy (głównym odpowiedzialnym) był ks.
Roman Litwińczuk, który aktualnie jest tzw. moderatorem generalnym
(jest odpowiedzialny za cały Ruch). Pierwsze spotkanie zapoznawcze a
ja już czuję się jak w domu. Na ostatniej oazie byłem 3 lata temu
(skończyła się dokładnie 12 VII 2002 – czyli okrągłe 3 latka:)
).
Zaczęło się stopniowe
poznawanie się z uczestnikami i wchodzenie w przeżywanie oazy. Bardzo
dobrze się czułem w tej wesołej 50 osobowej gromadce, która w
większości pochodziła z centrum Polski, ale nie tylko. Jak już
wspomniałem, na tych rekolekcjach byłem w charakterze animatora. W
mojej grupie było 5 chłopaków, w większości studenci (no i w
większości studia o profilu informatycznym czy telekomunikacyjnym –
Pan wszystko dopasował ;) ). Na
nasz codzienny program rekolekcyjny składała się: modlitwa Liturgią
Godzin, specjalnie przygotowaną na III stopień oazy, adoracja
Najświętszego Sakramentu (jako podsumowanie dnia), różaniec Matki
Kościoła (kontemplowaliśmy osobę Maryi, po przez pryzmat encykliki
Jana Pawła II Redemptoris Mater). Kolejne charakterystyczne
elementy to: spotkania z Żywym Kościołem (osoby różnego stanu które
żyją w Kościele) i codzienne pielgrzymowania (tzw. statio) do
różnych zakątków Krakowa i nie tylko. W statio nie chodziło
tylko i wyłącznie o zwiedzanie miejsc związanych historycznie z
chrześcijaństwem na naszych ziemiach, ale bardziej o spotykanie
żywych wspólnot Kościoła i doświadczenie stałej obecności Chrystusa w
polskim narodzie. W tych odwiedzanych miejscach też sprawowaliśmy
Eucharystię, bo to z niej rodzi się Kościół i dzięki niej żyje jak
przypomniał w ostatniej swojej encyklice Ecclesia de Eucharistia
Jan Paweł II [EE, n.1].
To taki szkic naszego
pielgrzymowania tych 15 dni z Maryją, Matką Kościoła. Byliśmy w
różnych miejscach: na Wawelu (Eucharystia z bpem Janem Szkodoniem
przy relikwiach św. Stanisława), w Łagiewnikach, Wadowicach,
Oświęcimu w obozie Auschwitz, w Centrum Ruchu Światło-Życie i wielu
świątyniach Krakowa...
Każdy dzień był bogaty
w przeżycia i nie będę opisywał wszystkich, co by nie sprawić, że
drogi Czytelniku uśniesz nad tym tekstem :). Skupię się tylko na
najważniejszych dla mnie miejscach, przeżyciach i spotkaniach z
drugim człowiekiem... Obecność
Ojca... (Dębniki – Kuria krakowska) Nasza
obecność w Krakowie była o tyle błogosławiona, że na każdym kroku
napotykaliśmy na znaki obecności Karola Wojtyły, najpierw jako
studenta, pracownika, a późniejszego biskupa, kardynała... Już
pierwsze wyjście u początku oazy to spotkanie z domem w którym jako
student mieszał 5 lat w czasie wojny. A później kościół salezjanów na
Dębikach (urocza dzielnica Krakowa leżąca po południowym brzegu
Wisły), gdzie jako chłopak chodził do kościoła. Znajduje się tam
obraz Matki Bożej o którym sam kiedyś powiedział jeszcze jako
kardynał, że przed tym obrazem omadlał swoje powołanie kapłańskie. W
tym kościele spoczywają też doczesne szczątki sługi Bożego Jana
Tyranowskiego, który odegrał też dużą rolę życiu młodego Karola (po
szczegóły odsyłam do książki Jana Pawła II Dar i Tajemnica).
Kościół na Dębnikach w
wzbudził też we mnie refleksję nad ciągłością Bożego działania, w
historii zbawienia. Stało się to za sprawą prostych ale pięknych
szkiców patriarchów, proroków Starego Przymierza (rzecz niespotykana
w naszych kościołach!) a także świętych początku chrześcijaństwa, a
także tych którzy już żyli w czasach nam bliższych. I ta świadomość,
że to jest dalej doświadczenie tego samego Boga który objawia się nam
po przez wieki... Gdzieś w tym wielkim pochodzie ludzkości jesteśmy
też i my...
W jednym z dni
odwiedziliśmy też Dom Arcybiskupów krakowskich, w nim kaplicę, gdzie
modlił się i pisał kard. Karol Wojtyła. Do dziś są tam połączony
klęcznik i stoliczek, gdzie powstawały jego dzieła. Po wyborze na
papieża coś podobnego kazał zbudować w swojej prywatnej kaplicy w
Pałacu Apostolskim. Świadomość tych lat które tu spędził, i tego
miejsca gdzie tyle godzin przeżył na modlitwie przed Panem i
sprawowaniu Ofiary Eucharystii... Stąd wypływała cała dynamika jego
działalności... Tam
wszystko się zaczęło... – Wadowice
Ważna zauważenia była
też nasza wizyta w Wadowicach, mieście rodzinnym Karola Wojtyły,
gdzie jak sam powiedział w 1999 r. „wszystko się zaczęło...”
Tam wspólnie modliliśmy się przy chrzcielnicy gdzie został jako
niemowlę wszczepiony w Chrystusa i włączony do Kościoła. Tak sobie
myślałem: „taki niby na zewnątrz mało efektowny obrzęd chrztu,
a jakże ma potężną moc. Przecież wszelkie działanie papieża o którym
się tak wiele mówi, jego słowa, świadectwo życia, które wpływało i
wpływa na dziesiątki milionów ludzi miało swoje źródło i początek
właśnie tu przy tej chrzcielnicy. Gdzie wytrysnęło dla niego źródło
życia wiecznego...” Golgota
naszych czasów - Auschwitz Jednym
z najmocniejszych doświadczeń tych rekolekcji to nasza wizyta w
obozie Auschwitz. Byłem tam pierwszy raz w życiu. Każdy niby wie o
strasznym dziedzictwie II wojny światowej... Co innego wiedzieć, a co
innego choć trochę dotknąć tej „Golgoty naszych czasów”
jak powiedział o obozie w Oświęcimiu Jan Paweł II w czasie swojej
pierwszej wizyty do Polski. Jedna wielka misteryjnie przygotowana
maszyna do zabijania. Zaplanowana z wielką precyzją. Z taką też
precyzją pochłaniała rzeszę istnień ludzkich... Nie wstydzę się tego,
że wtedy zbierało się we mnie na płacz. Wiem, że nie było to tylko
emocjonalne wzruszenie... Jak bardzo musiało Serce Jezusa być
przeniknięte bólem na widok takiego wykorzystania daru wolności i
rozumu, które dał swoim stworzeniom... Dla wielu ludzi prawda o
obozach jest jednym z „dowodów” na nieistnienie Boga, a
przynajmniej na brak Jego zainteresowania nami... Dla mnie była
dowodem na to jaki owoc przynosi bałwochwalstwo – postawienie
człowieka nad Boga, technikę nad godność i wartość życia ludzkiego. I
w moim sercu odzywa się głos, że my wcale tak daleko od Auschwitz nie
uciekliśmy. Aborcja jest najlepszym przykładem (wielką rację ma Darek
Malejonek kiedy śpiewa: „co dzień, jest Auschwitz na całym
świecie – to holocaust milionów dzieci!!!” [Houk -
„Holocaust”] ). Ale nie tylko to: eutanazja,
niesprawiedliwość wobec krajów ubogich, ucisk wielu dyktatorów (nie
tylko politycznych ale też tych „komercyjnych”) wobec
niewinnych ludzi. Kiedy o tym myślę, przypominają mi się słowa
papieża do młodych:
„Bądźcie
wielbicielami jedynego prawdziwego Boga, przyznając
Mu pierwsze miejsce w waszym istnieniu!
Bałwochwalstwo
jest ciągłą pokusą człowieka.”
W samym obozie jeszcze
dwa miejsca były dla mnie szczególnie ważne. Pierwsze to ściana
śmierci gdzie zostały rozstrzelane tysiące więźniów obozu. Jest
swoista ściana płaczu – tam ludzie składają kwiaty i zapalają
świece jako znak pamięci. Nasza oaza również zostawiła te znaki,
modliliśmy się tam też również za ofiary i katów tego miejsca...
Powiem szczerze jeszcze nigdy w życiu nie odmawiałem z taką wagą słów
Modlitwy Pańskiej: „jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”
- to miejsce nadaje szczególną wagę tym słowom... Pokazuje jak
bardzo chrześcijaństwo nie jest z tego świata...
Także zobaczenie celi
śmierci św. Maksymiliana Kolbe było ważnym momentem. Malutka cela
piwnicach bloku śmierci...
U wyjścia z obozu
spotkałem ojca z dzieckiem na rękach. Pomyślałem sobie: ono niczego,
tu nie zrozumie... Jak wielu takim dzieciom jak ono nie pozwolono tu
żyć, bestialsko je mordując...
Ale to małe dziecko
było innym wielkim znakiem... Znakiem nadziei, że potęgi życia, które
jest z Boga nie da się zatrzymać... Choć ten, który był od początku
był zabójcą [por. J 8,44] stale uderza w piękno daru życia. To nie
uda się mu ostatecznie zwyciężyć, bo zwycięstwo zmartwychwstania
Jezusa pochłonęło śmierć! [por. 1 Kor 15,54] „Stąd
wyjdzie iskra, która przygotuje świat na moje ostateczne przyjście”
- Łagiewniki
Sanktuarium Bożego
Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach było też ważnym miejscem. Tam
sprawowaliśmy Eucharystię, Sakrament Pojednania i uczestniczyliśmy w
Koronce do Bożego Miłosierdzia w Godzinie Miłosierdzia. Bóg tak
sprawił, że moje życie połączył mocno z tym orędziem Jezusa do
ludzkości, przekazanej przez św. Faustynę (może jeszcze kiedyś będzie
ku temu okazja aby szerzej na ten temat napisać). Kiedy tak sobie
klęczałem w kościele Bożego Miłosierdzia w górnym piętrze z tyłu
cświątyni i patrzyłem na tych zgromadzonych ludzi z różnych miejsc
świata, doświadczałem wypełniania się planów Bożych, które przez
początkową porażkę, stopniowo okazują swoją moc... Powrót
na Górę Tabor... - Krościenko (Kopia Górka)
Po
drugie był to też inny powrót, jako człowieka który z tym miejscem
jest związany od 8 lat... Kiedy pod koniec Eucharystii patrzyłem
sobie na ten dość spory zgromadzony tłum ludzi, dotarła do mnie jedna
myśl o naszym przemijaniu: jak wielka rzeka ludzi tu się przewija.
Teraz nie ma tu ani jednej osoby z tamtych lat, mojej formacji w
Ruchu, a znów jest tu spory tłum ludzi. Ilu z nich tak samo jak i ich
poprzednicy oni też „przepłyną” dalej... I znów
przyjdą inni...
Miejsce niby to samo,
ale człowiek już całkiem inny... Bo
temu kto Boga ma już nie brakuje nic...
Tak patrząc z
perspektywy to Pan dokonywał we mnie też wielu dzieł. Oczyszczał mnie
z materializmu (m.in. problemy z samochodem, zniszczenie komórki).
Wszystko to po to aby bardziej opierać się na Nim – Jemu
zaufać. I mogę powiedzieć, że jednym z działań Ducha Świętego było
wprowadzanie mnie na taką właśnie drogę – by nie patrzeć na
świat materialistycznie, ale rozwijać u siebie ducha ubóstwa –
czyli wszystko co mam to od Niego i On się zatroszczy o to co
potrzeba, albo będę oczyszczany przez niedostatki – co też jest
łaską. To doświadczenie jest chyba jednym z ważniejszych tego czasu.
Mogę bardziej swoimi czynić słowa Psalmu: „Oto wymierzyłeś
moje dni tylko na kilka piędzi, i życie moje jak nicość przed Tobą.
Doprawdy, życie wszystkich ludzi jest marnością. Człowiek jak cień
przemija, na próżno tyle się niepokoi, gromadzi, lecz nie wie, kto to
zabierze. A teraz w czym mam pokładać nadzieję, o Panie? W Tobie jest
moja nadzieja.” [Ps 39,6-8] Krew
męczenników nasieniem chrześcijan... [Tertulian]
Drugim bardzo ważnym
owocem oazy to ponowne doświadczanie tego, że krew męczenników i ich
świadectwo wiary jest jednym z życiodajnych źródeł rozwoju Kościoła,
ich zakorzenienie w Chrystusie – śmierć dla Niego -
przygotowuje grunt pod działanie Ducha Świętego, które doprowadza
wielu do wiary Ewangelię. Tego doświadczałem w Auschwitz, szczególnie
myśląc o ojcu Kolbe a także w Brzezince gdzie siedząc zielonej trawie
odmawialiśmy różaniec Matki Kościoła. Kiedy tam byliśmy i było takie
piękne słońce, patrzyłem na tę zieloną trawę, druty baraki... i tak
sobie myślałem, że wtedy też w lecie musiała być taka pogoda, czy Ci
ludzie potrafili się z tego cieszyć...? W Brzezince zginęła też św.
Teresa Benedykta od Krzyża (Edith Stein), która jest mi dość bliska
(i jej osoba będzie jak Pan pozwoli tematem mojej magisterki :) ).
Doświadczenie obozowe było też dla mnie bardzo cenne, bo od pół roku pomagam archiwizować materiały o 19 werbistach męczennikach (Sługach Bożych – trwa ich proces beatyfikacyjny), którzy zginęli w różnych obozach II wojny światowej. Odświeżyła się też mi prawda którą, Jan Paweł II pozostawił w swoim testamencie (mówił też wielokrotnie publicznie za życia): że nasze czasy są czasami męczenników – nie różniące się wiele od tych z początków chrześcijaństwa... Powrót do źródeł jest darem, powrót do źródeł jest łaską... [Izaiash - „Pieśń naszych korzeni”] Oczywiście chwil, spotkań, rozmów (tych ważnych i tych zwyczajnych) było o wiele, wiele więcej. Na pewno wielkie znaczenie dla mnie miało bycie pośród moich braci i sióstr z Ruchu. Również osoby z Diakoni Wychowawczej (czyli grupa odpowiedzialnych za przebieg oazy) – były dla mnie znakiem, który budził we mnie nadzieję i był też duchowym impulsem rozwoju. Mogłem doświadczyć, że Duch Święty po przez charyzmat Światło-Życie nadal prowadzi liczną rzeszę ludzi do osobistego spotkania z Jezusem i pomaga wielu stawać się dojrzałymi chrześcijanami. Chwała Panu! Pieniężno 4 września A.D. 2005 w 23 niedzielę zwykłą
Zapraszam też do spojrzenia na fotografie z czasu naszej oazy.
Chcesz się podzielić ze mną refleksjami po przeczytaniu tego tekstu? Proszę bardzo to pole poniżej jest dla Ciebie!
|
Ilość odwiedzin
od 27 czerwca 2004: